Globalizacja-kto na niej korzysta?

 

 Globalizacja stała się obecnie bardzo modnym pojęciem używanym do określenia zachodzących zmian społecznych, gospodarczych i politycznych. Definicji globalizacji funkcjonuje tak wiele, jak wielu jest badaczy tego zjawiska. Większość z nich zgodna jest co do tego, że globalizacja to proces kurczenia się czasoprzestrzeni, który prowadzi do zacieśniania więzi oraz znoszenia barier w przepływie dóbr, usług, kapitału i wiedzy. Według prof. Baumana globalizacja okazuje się wielkim paradoksem, gdyż przynosi korzyści nielicznym, a wyklucza lub marginalizuje dwie trzecie ludności świata. Bogaci są globalni, nędzarze lokalni. Pierwsi jednak nie istnieją bez drugich .W rzeczywistości globalizacja ogranicza się przede wszystkim do handlu i swobodnego przepływu kapitału.

Globalny charakter gospodarki oznacza,  że przedmioty są produkowane tam, gdzie ich wytwarzanie jest tańsze. Najczęściej obniżenie kosztów osiąga się poprzez wykorzystanie gorzej opłacanej siły roboczej, tańsze korzystanie ze środowiska i dóbr lokalnych. Liczącymi się graczami na globalnym rynku są tylko ponadnarodowe korporacje, które z łatwością kontrolują wszelką produkcję lokalizując ją w najkorzystniejszych dla siebie warunkach. W globalnym świecie ludzie postrzegani są w kategoriach ekonomicznych, jako konsumenci lub producenci o ujednoliconych potrzebach. Procesy globalizacyjne w rolnictwie mają wpływ nie tylko na kondycję gospodarstw rodzinnych, ale też na przeciętnego konsumenta.

Kontrola łańcucha żywnościowego.

Począwszy od produkcji nasion poprzez chemię rolną, przetwórstwo, aż po półki supermarketu -wszystko kontroluje kilka światowych koncernów. Wychowywane przez media społeczeństwo konsumpcyjne chce mieć tanią żywność, nie zastanawiając się, gdzie i jakim kosztem jest ona produkowana. Prześledzenie drogi produktów żywnościowych jest bardzo trudne. Często składniki produktów pochodzą z wielu odległych od siebie krajów. Oczywiście etykieta powinna zawierać informacje o pochodzeniu produktu, ale czy napis na słoiku miodu, że pochodzi on z krajów Unii Europejskiej i spoza Unii, zaspokaja naszą ciekawość? Spróbujmy przyjrzeć się, skąd pochodzą produkty żywnościowe, które kupujemy w naszych sklepach. Wędlina zrobiona jest z mięsa, które prawdopodobnie pochodzi ze zwierząt z wielkich ferm przemysłowych. Na potrzeby dużych koncernów mięsnych produkują też polscy rolnicy, u których odbywa się proces tuczu trzody chlewnej. Otrzymują oni materiał wyjściowy, czyli prosięta, pasze, opiekę weterynaryjną, i utrzymują zwierzęta do wagi ubojowej. Wykorzystywane podczas tuczu pasze opierają się na soi modyfikowanej genetycznie pochodzącej najczęściej z Ameryki Południowej. Czy zarabiają na tym tamtejsi (albo: lokalni) rolnicy? Nie! Ziemia drobnych rolników przejmowana jest przez tak zwanych „sojeros”, którzy uprawiają soję GMO na potrzeby europejskiej hodowli. Przejęta ziemia nie rodzi plonów na potrzeby tamtych społeczności, pogłębia się ubóstwo i niedożywienie. Wykorzystywanie olbrzymich ilości toksycznego roundupu w monokulturach  soi powoduje narastające problemy zdrowotne mieszkańców sąsiadujących z uprawami osiedli. Czy zarabiają na tym europejscy rolnicy? Nie! Koncerny produkujące pasze nie są zainteresowane kupnem komponentów do ich wytwarzania od naszych rolników mając tanie źródło białka z Argentyny lub Brazylii.

Dalszy etap produkcji, czyli przetwórstwo mięsa, także opiera się o wykorzystywanie soi, tym razem w postaci izolatu białka sojowego – taniego substytutu mięsa, dobrze wiążącego wodę, będącego składnikiem prawie każdego gotowego wyrobu wędliniarskiego. 
Podobnie jak z wędlinami jest z większością produktów żywnościowych sprzedawanych w supermarketach. Setki kolorowych opakowań skrywają mocno przetworzone produkty składające się głównie z tanich substytutów surowcowych uzupełnionych barwnikami i aromatami. Surowce od polskiego rolnika przestają być potrzebne w produkcji żywności przemysłowej. Przemysł spożywczy, przejęty przez obcy kapitał, korzysta z globalizacji sprowadzając tani surowiec z miejsc, gdzie może go dostać za najmniejszą cenę.

Uwaga na TTIP

Aby jeszcze bardziej ułatwić przepływ towarów, negocjowany jest traktat TTIP o wolnym handlu między USA a Unią Europejską. Rozmowy prowadzone są w tajemnicy i nie podlegają debacie publicznej. Umowa ma służyć interesom wielkich korporacji i znieść bariery dla ich ekspansji. Według prof. Leokadii Oręziak „dopuszczenie do nieograniczonej konkurencji ze strony amerykańskich korporacji oznacza dalszą destrukcję polskiego przemysłu, zagrożenie dla rolnictwa, konsumentów, środowiska naturalnego i praw pracowniczych”. Mimo że globalizacja mogłaby służyć zbliżeniu ludzi, zwiększaniu więzi i solidarności, w rzeczywistości pogłębia różnice dzieląc świat na coraz bardziej bogatych i zwiększający się odsetek coraz  biedniejszych. To od solidarności i świadomości społeczeństw zależy, w jakim kierunku ten proces będzie podążać.

 

Edyta Jaroszewska-Nowak