O uprawach GMO i zmodyfikowanej żywności – Ludwik Tomiałojć

źródło: AURA marzec 2006, www.aura.krakow.pl

Sprawa organizmów genetycznie zmodyfikowanych (GMO) oraz wytwarzanej z ich udziałem żywności i pasz podzieliła światową i krajową opinię publiczną. Z jednej strony władze samorządowe ogłosiły 15 polskich województw obszarami wolnymi od GMO przynajmniej przez najbliższe lata, w czym wsparły ich różne organizacje społeczne, jak np. Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi (ICPPC) lub Komitet Ochrony Przyrody PAN. Z drugiej, Polska Federacja Biotechnologii oraz prezydium Komitetu Biotechnologii PAN wypowiedziały się zdecydowanie za rozpowszechnianiem w kraju upraw i żywności z GMO, abyśmy się nie stali tylko konsumentami, ale także jej konkurencyjnymi producentami. Zwolennicy sugerują przy tym, jakoby przyczyną sprzeciwów był tylko bezpodstawny lęk przed nowinkami (np. wypowiedź prof. T. Twardowskiego, Gazeta Wyborcza, 15.10.2005).

W pierwszym rzędzie istnieje potrzeba rozwinięcia polskich niezależnych badań nad skutkami wprowadzania GMO (jak to robią inne kraje) oraz podjęcia poważnej dyskusji ekonomiczno-politycznej z równoprawnym udziałem (poza biotechnologami) następujących ekspertów:

  1. profesjonalnych ekologów (specjalistów od ekologii roślin i ekologii zwierząt), którzy mogliby ocenić stopień bezpieczeństwa lub ryzyka ekologicznego, gdyż nie jest właściwe, by dokonywała tego strona finansowo zainteresowana rozpowszechnieniem GMO;

  2. ekspertów z zakresu rolnictwa i gospodarki żywnościowej, w tym ekonomistów, którzy by ocenili wpływ upraw GMO lub zalewu krajowego rynku produktami z GMO (zagranicznymi czy krajowymi) na stan polskiego rolnictwa i na szybkość bankrutowania drobnych rolników mających już dziś trudności ze zbytem płodów tradycyjnych. Trzeba by też ocenić na ile wprowadzenie upraw i produktów z GMO przyspieszyłoby zanik zróżnicowania genetycznego rodzimych odmian roślin uprawnych, oraz czy takie pasze mogą zagrozić zwierzętom hodowlanym.

  3. Niezależni eksperci (nie związani finansowo) powinni ocenić, czy argumenty za „zieloną biotechnologią”, a mianowicie: –„potrzeba zwiększenia plonowania”, „ograniczenie głodu”, „zmniejszenie zużycia herbicydów” oraz „zapewnienie wysokiej jakości produkcji przemysłu rolno-spożywczego”, są twierdzeniami zgodnymi z rzeczywistością.

Istnieją poważne wątpliwości co do tego, czy:

  • żywność z GMO rzeczywiście ograniczy zasięg głodu na Ziemi, czy raczej go wzmoże, wywołując bankructwa drobnych producentów z krajów III-go Świata (wg książki M. Lappé’a i B. Bailaya 1999. Against the Grain – The Genetic Transformation of Global Agriculture. Earthscan Publ. Ltd, London),

  • Polska i UE będzie rzeczywiście potrzebowała zwiększania plonów (mimo nadprodukcji żywności),

– rzeczywiście żywność z GMO jest wysokiej jakości smakowej oraz nieszkodliwa dla zdrowia.

Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi (ICPPC) i doradca brytyjskiego rządu Sir Julian Rose wykazują, że żadne z powyższych propagandowych haseł (mitów) wielkich koncernów nie jest zgodne z prawdą (http://oai.pl/modules.php?). Celem forsownej ekspansji GMO jest przechwycenie światowej produkcji żywności przez kilka koncernów, z wykluczeniem nawet do miliarda drobnych rolników doprowadzonych do bankructwa. Dlatego M. Lappé i B. Bailay (1999) pytają wprost: “Genetic engeneering is revolutionizing the world’s food production, but for whose benefit and at what cost to consumers and to the environment?”

Trzy grupy zastrzeżeń

Są trzy rodzaje możliwych negatywnych skutków przedwczesnego (przed uzyskaniem pewności o nieistnieniu zagrożeń) wprowadzenia upraw GMO i zalania kraju tego rodzaju paszami i żywnością:

  • skutki zdrowotne (dla ludzi lub zwierząt żywiących się produktami z GMO),

  • skutki ekologiczne (dla uprawianych i dzikich gatunków oraz naturalnych chronionych ekosystemów),

  • skutki ekonomiczno-społeczne (dla polskiego rolnictwa i gospodarki).

1. Skutki zdrowotne

Konieczna jest rozwaga wobec ostrzeżeń podniesionych przez Brytyjskie Stowarzyszenie Medyczne, inne organizacje i rządy, które słusznie wskazują że: „hasła o nieszkodliwości takiej żywności dla zdrowia ludzi są jeszcze naukowo nieuprawnione”. Np. eksperymenty z karmieniem szczurów pokarmem z GMO ujawniły niepokojące objawy negatywnego wpływu na zdrowotność ich lub ich potomstwa, a co przedstawiciele koncernów starają się zbagatelizować. W pracy Pusztai i innych (2003) „Genetically Modified Foods: Potential Human Health Effects” w: Food Safety — Contaminants and Toxins (CABI Publishing, Wallingford, UK), opinia na ten temat brzmi: „Jest niemal nie do wyobrażenia, żeby tak znaczne uszkodzenia ważnych organów (nerek, wątroby, etc.) lub takie zmiany w parametrach krwi (limfocytach, granulocytach, glukozie, etc.), jakie stwierdzono u szczurów karmionych zmodyfikowaną genetycznie kukurydzą, były objawami przypadkowymi wynikłymi z samej biologicznej zmienności”. Zaś konkluzja specjalistów z Greenpeace brzmiała: “The high number of statistically significant differences between rats fed high dose MON863 and the controls in this short feeding trial should be cause for concern and MON863 should be rejected outright. To disregard the findings of this study could be a danger to human and animal health”. Podobnie niepokojące są wyniki eksperymentu z żywieniem szczurów porównawczo soją GM albo soją nie zmodyfikowaną przeprowadzonego przez dr I. Yermakową z Rosyjskiej Akademii Nauk: aż 55,6% potomstwa matek karmionych soją GM zginęło w ciągu 3 tygodni, gdy tylko 9% w grupie kontrolnej (www.regnum.ru/english/526651.html).

Już sama możliwość takich skutków dla ludzi i zwierząt przemawia za niedopuszczeniem w najbliższych latach na nasz rynek tak ryzykownej innowacji oraz powstrzymaniem się od niepotrzebnego traktowania Polaków, jako „szczurów doświadczalnych”. Polska nie ma żadnego powodu by już sięgać po GMO mając nadprodukcję własnej niekontrowersyjnej żywności (o czym niżej). Możemy poczekać przez jedno-dwa pokolenia, czy nie ujawnią się negatywne skutki tego eksperymentu (tak jak ze znacznym opóźnieniem ujawniły się uboczne skutki thalidomidu, DDT lub mączki kostnej).

2. Zagrożenia ekologiczne.

Wprowadzanie upraw GMO jest też ryzykowne z powodu niedostatecznie znanego wpływu na dziką przyrodę. Już wiemy, że GMO jednak mogą stanowić zagrożenie dla genetycznej różnorodności oraz czystości gatunków, zarówno uprawianych, jak i dzikich. Rośliny nierzadko krzyżują się między sobą, nawet pomiędzy różnymi gatunkami, a pyłki roślin wiatropylnych mogą być przenoszone na odległość do 27 km. Pyłki roślin wiatropylnych i owadopylnych nie przestrzegają żadnych barier, stąd istnieje pewność „skażenia” tradycyjnych upraw przez geny zmodyfikowanych odmian. Możliwe jest też powstanie odpornych na herbicydy superchwastów, jak to nastąpiło w Argentynie i Kanadzie. Te i inne obawy opierają się na argumentach zestawionych we wskazanej książce M. Lappé’a i B. Bailaya (1999) oraz w artykułach z New Scientist. Wprowadzanie do środowiska nowych kombinacji genów to uruchomienie niekontrolowanego powstawania mieszańców o zupełnie nowych cechach. Dotyczy to nie tylko upraw, lecz i roślin dzikich występujących w naturalnych ekosystemach, a także gatunków mikroorganizmów i zwierząt (np. motyli) współżyjących dotąd z niezmienionymi roślinami. Co więcej, prowadzone w Ameryce eksperymenty z genetycznym modyfikowaniem nawet dzikich drzew, jako dotyczące gatunków lasotwórczych tworzących główne ekosystemy lądowe, są dowodem na zdarzające się krańcowe zaślepienie niektórych biotechnologów, igrających nieświadomie z olbrzymim ryzykiem. Jest nim możliwość naruszenia równowagi biocenotycznej w głównych leśnych biomach planety, takich jak tajga kanadyjska lub europejsko-syberyjska. Ten brak wyobraźni i arogancja wynikają z nieuctwa ekologicznego i nadmiernej specjalizacji.

W gęsto zaludnionej i pokrytej niemal nieprzerwanie uprawami Polsce nie istnieją warunki dla skutecznego odizolowania upraw GMO od tradycyjnych, ani tym bardziej od gatunków roślin dzikich, jak też od kontaktu z GMO różnych zwierząt, np. owadów. Wymaga badań możliwość przedostawania się pyłków lub nasion GMO do cieków wodnych, jako naturalnych szlaków migracyjnych. Przeciwdziałania musiałyby obejmować tworzenie szerokich pasów zieleni izolującej uprawy GMO od rodzimych odmian, a już zwłaszcza od obszarów chronionej przyrody (rezerwatów, parków narodowych, krajobrazowych, obszarów Natura 2000). Na ile te przeciwdziałania byłyby skuteczne nie wiadomo (Lappé i Bailay 1999).

Najistotniejsze jest jednak co następuje: Polska jest europejską ostoją wielu gatunków roślin i zwierząt związanych z tradycyjnym rolnictwem, które mogą wyginąć w razie jego upadku. Inwazja przemysłowych upraw GMO może silnie zredukować różnorodność genetyczną i gatunkową naszych obszarów wiejskich. Czego nie zubożyły poprzednie pokolenia, mamy szansę zniszczyć w ciągu paru dziesięcioleci. I to dla korzyści iluzorycznych lub zgoła żadnych, o czym niżej.

3. Przeciwskazania ekonomiczno-społeczne

W Europie nie działają ani bodźce ekonomiczno-rynkowe takie jak w Chinach (gdzie wzrasta zapotrzebowania na żywność), ani nie ma warunków przyrodniczych Ameryki Płn. (wiele razy niższej gęstości zaludnienia, co sprawia że tam uprawy z GMO mogą być lokalnie izolowane od tradycyjnych). W Europie nie powstanie też chłonny rynek zbytu na produkty rolne, bo nawet Rosja zaczyna eksportować żywność. Spodziewany jest też wzrost plonów w ramach doskonalenia upraw tradycyjnych oraz w korzystniejszych warunkach ocieplającego się klimatu. Narastają trudności ze zbytem żywności.

Wprowadzenie GMO do Europy i Polski zagraża głównym priorytetom w rozwoju polskiego rolnictwa i w strategii eksportu naszych produktów rolnych. Tradycyjne gatunki i stare odmiany roślin to nasze bogactwo genetyczne, które Polska wniosła do zubożonej przyrodniczo zachodniej Europy. W związku z uprawianiem dawnych roślin (tradycyjnych kultywarów), wprawdzie o niższych plonach, ale o wysokich walorach smakowych oraz o nierzadko wyższej odporności na warunki klimatyczne, a także dzięki niewielkiemu zużyciu biocydów, Polska stała się europejskim zagłębiem zdrowej żywności. Dla takiego modelu rolnictwa jest poważnym zagrożeniem fakt, że omijane przez europejskich konsumentów GMO mogą się krzyżować z rodzimymi odmianami roślin. Konkurentom zagranicznym może wręcz zależeć na wmuszeniu Polsce upraw GMO, aby podważyć nasz atut czystej ekologicznie i genetycznie żywności! Wreszcie argument społecznie najważniejszy: wprowadzenie GMO, zwiększające zyski koncernom amerykańskim i grupce naszych „przemysłowych” rolników, byłoby sprzeczne z dalekowzrocznym interesem polskiego rolnictwa i przemysłu spożywczego. Rezultatem tego byłoby przyspieszone bankructwo setek tysięcy drobnych rolników, a więc szybki wzrost bezrobocia. Dlatego nie dziwi, że ICPPC oraz KOP wypowiedziały się przeciw:

  • uwolnieniu jakichkolwiek GMO do środowiska przyrodniczego Polski (przynajmniej w najbliższych dziesięcioleciach);

– dopuszczaniu na krajowy rynek produktów spożywczych i pasz zawierających GMO, jako naszej gospodarce nie niezbędnych oraz jako zagrażających ojczystej przyrodzie i ekonomicznie naszemu rolnictwu i społeczeństwu.

Polska powinna zatem zrobić wszystko, by ochronić różnorodność przyrodniczą swoich terenów rolniczych, utrzymać dobrą jakość żywności i chronić niezadłużone u obcych koncernów nasze gospodarstwa rolne przed wymykającym się spod kontroli społeczeństw eksperymentem globalnej monopolizacji rynku żywności.W razie braku przeciwdziałań z naszej strony możemy stać się rynkiem zbytu dla żywności niedokładnie przebadanej, nieoznakowanej, a kontrolowanej głównie przez zagraniczne korporacje.

W świetle powyższego powinniśmy się domagać od władz Rzeczpospolitej:

1. Ogłoszenia całej Polski obszarem wolnym od upraw GMO i zdecydowanego wspierania podobnego stanowiska innych krajów Unii Europejskiej; popieralibyśmy tym samym stanowisko Konwentu Marszałków Województw Rzeczpospolitej.

2. Szybkiego stworzenie skutecznego systemu kontroli uniemożliwiającego przenikanie GMO na teren kraju, oraz takiegoż systemu sprawdzania obecności domieszek GMO, a także rozwinięcia mechanizmów eliminowania takich produktów spożywczych i paszowych z naszego rynku.

Interes prywatny lub (obcy) korporacyjny nie może dominować nad dobrem wspólnym.

_____________________

Ludwik Tomiałojć, prof. dr hab., ekolog, Uniwersytet Wrocławski, partia Zieloni 2004